Nie dawno głośno było o nartach Justyny Kowalczyk, które medalistka z Vancouver przekazała na cele charytatywne. Głośno było nie za sprawą sprzedaży nart na licytacji tylko tego, co wydarzyło się później. Na aukcji Allegro można było wziąć udział w licytacji tych nart. Aukcja zakończyła się w poniedziałek wieczorem. Licytacja zakończyła się na kwocie 51 100 zł. Dochód ze sprzedaży nart miał być przekazany na Hospicjum dla Dzieci w Szczecinie w zachodniopomorskiem. Placówka ta w związku z licytacją poczyniła już pewne przygotowania związane z wykorzystaniem tych środków. Niestety pojawiły się problemy z licytującym. Początkowo był problem ze skontaktowaniem się ze zwycięzcą aukcji. Później okazało się, że zwycięzca aukcji nie zapłaci pieniędzy, bo ich po prostu nie ma. Tłumaczył, że chciał pomóc Hospicjum i licytował w celu podbicia ceny i nie miał zamiaru kupować tych nart. W trakcie licytacji okazało się, że nikt więcej nie zdecydował się licytować i zwycięzcą został on.
Na szczęście sytuację ta uratowała Fundacja Radia ZET, która zadeklarowała chęć zakupu tych nart za kwotę jaka została wylicytowana. Obecnie trwa aukcji, na której można zakupić kask Adama Małysza, który skoczek przekazał również na rzecz tego Hospicjum.
Po tym zdarzeniu, zastanawiam się jak wiele osób biorących udział w aukcjach charytatywnych ryzykuje i podbija ceny bez zamiaru zapłacenia za licytację w razie wygranej. Cel być może w jakimś stopniu jest szlachetny – bo przecież chcemy pomóc chorym i potrzebującym – ale takiego zachowania do moralnych zaliczyć nie możemy. Osoba taka podchodzi do tego w sposób podobny do tego „zalicytuję, ja i tak nie będę płacił(a), ktoś mnie przebije, a oni będą mieli więcej„. Taki licytujący nie bierze pod uwagę osób poważnie zainteresowanych zakupem, ale dysponującymi ograniczonym budżetem. Dodatkowo naraża się na konieczność opłacenia ewentualnej wygranej. W przypadku braku pieniędzy – tak jak było to w tym przypadku – brak wpłaty może przysporzyć zmartwień również osobom, dla których pomoc ta będzie skierowana. Ciekaw jestem jak potoczyłaby się sprawa gdyby nie Fundacja Radia ZET, która – jak wspominałem powyżej – zobowiązała się do zapłacenia pełnej kwoty wylicytowanej na aukcji. Ciekaw też jestem czy na tym koniec, czy może wobec tego użytkownika Allegro zostaną wyciągnięte jeszcze jakieś konsekwencje.
Czy jest to jednostkowy przypadek czy zdarza się to częściej? Sądzę, że dość sporo jest takich osób. Myślę jednak, że większość licytujących ogranicza się do mniejszych kwot, nie ryzykując ewentualnej wygranej. Sporo jest też osób, które licytują na aukcjach z ustawioną ceną minimalną w celu sprawdzenia jak wysoka jest cena minimalna. Po przekroczeniu ceny minimalnej zgłaszana jest prośba o wycofanie złożonej oferty.
